pusty

Powrót do książek

  
Morze dookoła naszego domu, Tage Voss
Wydawnictwo Megas, Warszawa, 2003, s.175.
Żeglujesz? Interesuje Cię morze? Czy poza reportażami z wypraw dalekich czytałeś jakąś książkę marynistyczną poza lekturą Conrada? Po latach chudych znów masz szansę przemyśleć dlaczego navigare necesse es, czym jest koja, co to jest ta wolność morza. Zdziwisz się, jak mądrze i z poczuciem humoru można opisać związek człowieka, morskiej dali, wyjazdów i powrotów.

To prawda, że morze jest elementem kobiecym. Nie tylko dlatego jednak, że jest macierzą. Mężczyźni zawsze przebywali na morzu, żyli z nim, często spędzali z nim cały swój żywot, byli zdani na jego łaskę i niełaskę – i dlatego morze odgrywało dla nich rolę, którą spełnia tylko kobieta. Nie potrzeba liryki by odmalować stosunek rybaków i marynarzy do morza jako pewnego rodzaju małżeństwo – poddane właściwym mu, surowym rygorom.

Trzeba sobie zdać sprawę z tego, że jak w małżeństwie tak i tu strony czynią się nawzajem tym, czym są. Mężczyzna i kobieta, każde z osobna, nie są w takim stopniu mężczyzną i kobietą jak wtedy, gdy są razem. Nawet najzacieklejsi feminiści muszą przyznać, że w obecności mężczyzn kobieta jest bardziej kobietą – nigdy nie bywa piękniejsza i bardziej miękka, jej słodycz nigdy nie jest większa niż wtedy, gdy jest razem z mężczyzną. Stworzony przez naturę podział hormonów byłby bezsensowny, gdyby mężczyźni i kobiety nie przebywali razem, w tym samym świecie.

Tage Voss, Morze dookoła naszego domu, s.13.

Chwała jednak i dzięki koi! Przyjmuje nas zmęczonych na wypoczynek, grzeje, gdy jesteśmy zziębnięci. Jest zawsze gotowa do przytulenia naszych zbolałych członków, do ukojenia naszych trosk i niepokoju. Tylko pod jednym względem koja nie dopisuje. Ograniczeniem jej jest to, że nie nadaje się ona do miłej i intymnej roli łóżka: koja jest i pozostanie łożem cnoty - oto jeszcze jeden powód dla sterowania w kierunku pachnących samotnych wysepek, gdzie można rzucić kotwicę. A wreszcie ku dobremu łóżku w domu.

Tamże, s.69.

Temu, kto patrzy na przestwór morza, z łatwością może się nasunąć myśl, że jeśli się tylko opuści ląd i zacznie przemierzać daleką modrą płaszczyznę, to pozostawi się za sobą wszystkie obowiązki, wszystkie względy i uleci swobodnie jak ptak. I trzeba przyznać, że dobrze przygotowany rejs, przy odpowiednim wyposażeniu statku, może dać najradośniejsze obietnice wolności.

Wchodzi się na pokład, podnosi kotwice - i w tej samej chwili człowiek staje się niezależny, wolny od uciążliwego świata zwykłych problemów. Można sobie na nie gwizdnąć jak jakiś Noe w swej arce, odwrócić się do nich tyłem z usprawiedliwionym brakiem szacunku. Dach nad głową i łóżko ma się na pokładzie, tu jest ciepłe schronienie i zaopatrzenie. Głębia daje dorsza na wieczór, odwieczny wiatr dostarcza starych jak świat, niewyczerpanych środków napędowych, które niosą nas darmo, dokąd chcemy i jak długo chcemy. Przed nami leży otwarte morze... morze bez granic.

Tamże, s.89.

Powrót do książek

Copyright 2001-2017 Wydawnictwo MEGAS
www.WydawnictwoMegas.pl